Kontrast

A A A A

Rozmiar tekstu

A-   A+
Polityka

13 grudnia, 2018

13. — przed laty.

 

Kilkustopniowy mróz, śnieżne zaspy. Pogoda jak w środku zimy, chociaż w kalendarzu dopiero druga dekada grudnia. Od kilkunastu dni w kręgach związkowych było wiadomo, że władza szykuje rozwiązanie siłowe. Akcja miała się rozpocząć w nocy z soboty na niedzielę 20 grudnia. Do operacji rządzący przygotowywali się od kilku miesięcy. Plany działań leżały w szufladach w zalakowanych kopertach. Sporządzono listy osób, które należało pozbawić wolności. W międzyczasie rządowa propaganda „informowała” o tworzonych przez związkowców listach z nazwiskami działaczy komunistycznych i o zagrożeniu dla socjalistycznego ustroju powodowanym przez Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność” dążący do konfrontacji z władzą, czyli Polską Zjednoczoną Partią Robotniczą (w istocie w nazwie tej żaden wyraz nie miał nic wspólnego z prawdą).

Był rok 1981. Od ponad roku w okupowanej przez komunistów Polsce, noszącej wówczas nazwę Polska Rzeczpospolita Ludowa trwał — jak to później określono — festiwal „Solidarności”. Ponad dziesięciomilionowy związek był nadzieją Polaków na poprawę losu. Dla komunistów i ich sowieckich mocodawców — solą w oku, którą trzeba jak najszybciej z tego oka usunąć.

Wiedząc, że plany „wyciekły”, komuniści postanowili termin rozprawy z narodem przyspieszyć o tydzień. Rankiem w niedzielę 13 grudnia Polacy obudzili się w zupełnie nowej rzeczywistości. W radiu zamiast Mszy świętej, a telewizji zamiast „Teleranka” — popularnego programu dla dzieci — o godzinie 9. nadano komunikat o wprowadzeniu w nocy przez Radę Państwa (to według ówczesnej Konstytucji PRL organ będący zbiorową głową państwa) stanu wojennego i związanych z tym represji zapisanych w wydanym przez ten organ dekrecie o stanie wojennym. Przy okazji poinformowano o powołaniu przez grupę generałów Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego, pogardliwie zwaną później przez „ocalony” naród — WRONĄ. Cała ta hucpa była — nawet w myśl ówczesnego prawa —nielegalna, bo Rada Państwa nie mogła wydawać dekretów w czasie, gdy trwała sesja Sejmu, a generalski produkt był zwyczajną juntą.

Póki co, nikt prawem się nie przejmował i już o północy do drzwi mieszkań wielu działaczy związkowych zapukali (niejednokrotnie tak pukali, że drzwi wypadały z futrynami) funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej i tychże działaczy zabrali ze sobą w nieznane, czyli —jak to zostało określone w rzeczonym dekrecie — internowali. Nieznane dla większości związkowców ze Śląska oznaczało obóz w Zabrzu–Zaborzu, a w dalszej (czasowo i terytorialnie) perspektywie „bieszczadzkie sanatorium”, czyli ośrodek internowania w Uhercach Mineralnych.

Całego narodu internować się nie dało. Ci, którzy pozostali na wolności natychmiast przystąpili do działania. W Tarnowskich Górach już w niedzielę 13 grudnia w mieszkaniu przy ulicy Sobieskiego 6D zebrała się piętnastoosobowa grupa związkowców. Trzej przedstawiciele ówczesnej Fabryki Zmechanizowanych Obudów Ścianowych „FAZOS” już na początku zebrania stwierdzili, że zamierzają z swoim zakładzie zorganizować strajk, co też następnego poranka uskutecznili. Pozostali postanowili zorganizować strukturę podziemną.

Jeszcze tego samego dnia doszło do zupełnie zabawnego epizodu. Jak się bowiem okazało, jeden z wiceprzewodniczących Miejskiej Komisji Koordynacyjnej „Solidarności”, mającej swoją siedzibę w budynku przy ulicy Piastowskiej 8, w swoim biurze złożył trzy skrzynki wódki przeznaczonej na własne wesele, które miało się odbyć pod koniec miesiąca. Można sobie wyobrazić, co by się działo, gdyby depozyt ten wpadł w ręce milicjantów: propaganda miałaby o czym trąbić przez kilka dni. W obliczu takiego zagrożenia trzyosobowa grupa związkowców udała się wieczorem do siedziby komisji i przez nikogo nie nękana „corpus delicti” usunęła.

W tym samym czasie dwaj inni działacze pojechali do Miasteczka Śląskiego sprawdzić, co dzieje się na terenie Huty Cynku; na zebraniu nie pojawił się żaden przedstawiciel tego zakładu. Chociaż po drodze minęli kilka patroli milicyjnych i wojskowych dotarli na miejsce, a po stwierdzeniu, że w Hucie jest cicho, bezpiecznie powrócili do domu.

Podczas wspomnianego zebrania związkowców na ulicy Sobieskiego postanowiono, że podziemną strukturą na terenie miasta będzie kierować czteroosobowy zespół, a z pozostałych ośmiu działaczy utworzono dwie kolejne grupy rezerwowe na wypadek aresztowania pierwszej czwórki. Niestety bezpieka tych ustaleń nie znała i zatrzymania przeprowadziła według własnego planu. I tak w ciągu następnych kilku dni na placu boju pozostało czterech działaczy związku (w kombinacji wyznaczonej przez SB) i to oni w organizowali podziemne struktury „Solidarności” na terenie powiatu tarnogórskiego.

-TAJPAN

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *