Kontrast

A A A A

Rozmiar tekstu

A-   A+
Gospodarka/Polityka

03 sierpnia, 2018

Radna politycznie „spuszczona”


Na początku był Ruch Autonomii Śląska. Co by nie powiedzieć, przez 28 lat istnienia zdołał osiągnąć kilka sukcesów politycznych. Cel zasadniczy — autonomia wciąż pozostaje w sferze marzeń. Prawdę mówiąc, nie bardzo wiadomo co na ową autonomię miałoby się składać. Różne opinie na ten temat pojawiają się co rusz w łonie samego stowarzyszenia. Niektóre idące bardzo daleko, bo postulujące ogłoszenie niepodległości Śląska. Wiele kontrowersji wzbudza niejednokrotnie prowokacyjne zachowanie lidera stowarzyszenia. Nic więc dziwnego, że RAŚ postrzegany jest przez niektórych jako organizacja separatystyczna. Nie wnikam w to, czy słusznie. Jedno jest pewne – autonomia to coś więcej niż samorządność.

Ćwierć wieku po powstaniu RAŚ narodził się — nowatorski w Polsce — pomysł utworzenia partii politycznej o zasięgu regionalnym. Śląska Partia Regionalna została wpisana do rejestru w maju tego roku, a jej założycielami byli w znacznej mierze szefowie RAŚ. Nim doszło do rejestracji, z nowej partii wycofał się jeden z założycieli (spoza Ruchu) — prezes Związku Górnośląskiego, akurat w tym czasie wybrany do lokalnych władz Platformy Obywatelskiej (!).

Jest więc partia. Jednak myliłby się ten, kto myślałby, że Ruchu już nie ma. RAŚ wciąż istnieje, bo choć jego członkowie gremialnie stali się partyjni, jednocześnie pozostali w stowarzyszeniu. Partia zdecydowanie odcina się od separatystycznych haseł RAŚ, członkowie problemu z tym nie mają, bo najwyraźniej rano są w ŚPR (i się odcinają), a wieczorem — w stowarzyszeniu (i się ewentualnie separują).

W aktualnie działającym Sejmiku Samorządowym Województwa Śląskiego jeszcze niedawno istniał czteroosobowy Klub Radnych RAŚ. Po rejestracji partii, klub nagle stał się Klubem Radnych Śląskiej Partii Regionalnej. Kto zadecydował o zmianie, nie wiadomo. Jest ona o tyle dziwna, że — jak to już wcześniej zostało powiedziane — RAŚ jako stowarzyszenie nie wszedł w skład ŚPR. Teoretycznie takiej decyzji nie powinien był podejmować ani zarząd RAŚ, ani tym bardziej kierownictwo nowej partii (nawet jeżeli są to ci sami ludzie). Można przyjąć, że stało się to z woli radnych klubu, ale oni w żaden formalny sposób takiej woli nie wyrazili. Któż więc zadecydował o zmianie?

Politycznym dogmatem jest, że pierwsze miejsca na liście wyborczej powinni zajmować aktualni mandatariusze. Skoro raz wyborcy obdarzyli ich zaufaniem jest wysoce prawdopodobne, że zrobią to ponownie. Oczywiście pod warunkiem, że cała partia przekroczy stosowny próg. Kilkanaście dni temu władze Śląskiej Partii Regionalnej ogłosiły nazwiska „jedynek” na liście wyborczej do sejmiku w nadchodzących wyborach. I tu zaskoczenie: owszem, w trzech okręgach są aktualni radni, ale w czwartym — zamiast obecnej radnej — na pierwszym miejscu pojawiło się nazwisko młodego tarnogórskiego biznesmena (i muzyka). Owszem człowiek bardzo zacny, ale bez jakiegokolwiek doświadczenia i przynależności politycznej. Nowe twarze w polityce to hasło bardzo chwytne, ale jest pewna granica tej nowości. Zwłaszcza, że w efekcie „spuszczono” radną, która w sejmiku w kącie raczej nie siedziała. Trudno więc przypuszczać, że decyzja ta była wynikiem rozczarowania(?) pracą radnej. Nie sposób nie zadać pytania: o co tutaj chodzi?

Polityka to zabawa dla twardych chłopców i jeszcze twardszych dziewczynek. Wbrew temu co się powszechne usiłuje ludziom wmówić, polityczne rozstrzygnięcia zapadają w gabinetach, a nie przy urnach. I w sumie jest to rzeczą naturalną, pod warunkiem, że wiadomo w którym gabinecie daną decyzję podjęto i kto był wówczas obecny.

-TAJPAN

 

źródło fot.: śląskie.pl

Możliwość komentowania jest wyłączona.