Kontrast

A A A A

Rozmiar tekstu

A-   A+
Rozrywka

30 sierpnia, 2018

Euforia malkontenta

Szeląg dam od wychodu, nie zjem, jeno jaje; drożej sram, niźli jadam; złe to obyczaje” — skarżył się pięć wieków temu Jan Kochanowski. Ciekawe, co by napisał, gdyby zobaczył wywieszkę na koszalińskim dworcu kolejowym informującą, że za skorzystanie z toalety trzeba tam zapłacić 4 złote, czyli z grubsza 1 euro. W Wiedniu biorą pół euro, ale cóż tam Wiedeń w porównaniu z Koszalinem.

Jeszcze pół godziny i już morze. I nie tylko. W sklepie spożywczym — nieopodal plaży — ceny, jakich nie powstydziłby się market w Berlinie. Na ćwierćkilogramowym opakowaniu kawy producent dał naklejkę: PROMOCJA 6,99 zł. Na paragonie wyszło 10,20. Za małe lody 4 złote, mały chleb — 5,50, małe piwo — 8 zł… Po wyjściu ze sklepu — mało w portfelu.

Jest tak pięknie, że człowiek aż chce zaapelować do rodaków: porzućcie marzenia o Majorce, jedźcie nad nasze polskie morze — ceny podobne, a zdecydowanie więcej swojaków–buraków. Na wejściu na promenadę wyraźnie pisze, że należy po niej chodzić, a nie jeździć. Może tam sobie i pisze, ale jak rodzina wypożyczyła rowery, to gdzieś trzeba na nich jechać. Wystarczy, że chodzą ci, którzy nie wypożyczyli. I tak tylko zawadzają.

Czerwona flaga powiewa nad plażą? I co z tego? No niby nie wolno wchodzić do wody, ale w sumie to co to za zakazywanie? Wysokie fale tak fajnie kołyszą człowiekiem… Przecież to na własne ryzyko. Nie pomyśli taki, że jak fala nim zakołysze tak, że straci grunt pod nogami, to ratownicy będą ryzykować własne życie, żeby go z wody żywym wyciągnąć. Chodzi więc ratownik z gwizdkiem wzdłuż brzegu i dyscyplinuje „bohaterów”. Ci na chwilę wychodzą z wody, żeby do niej powrócić, jak tylko ratownik się oddali. I tak trwa zabawa w kotka i myszkę. Gdyby ratownik zamiast gwizdać wypisywał mandaty, to pewnie obywatelskie posłuszeństwo zaraz by się zwiększyło. Ale ratownik nie ma takich uprawnień, więc gwiżdże na nieposłusznych… a oni na niego. Na dodatek tuż obok plaży na budynku ktoś wywiesił flagę biało–czerwoną. I jak teraz rozpoznać, czy wolno się kąpać, czy nie wolno?

Dni szybko płyną. Tak to już jest, że wszystko, co dobre kiedyś się kończy (niedobre trwa zawsze dłużej). Do stacji kolejowej 15 kilometrów. Na przystanku autobusowym tuzin postrzępionych rozkładów jazdy. Kiedyś był jeden — PKSu, ale dziś państwowego przewoźnika już nie ma, bo nie pasował do nowej koncepcji państwa. Można taksówką: za 100 złotych. Tyle samo, co za bilet kolejowy — za 600 km.

Pociąg przyjeżdża punktualnie, ale nie ma się co cieszyć: ma 7 i pół godziny, żeby się porządnie spóźnić. Skład kategorii TLK, co oznacza: Twoje Linie Kolejowe (czort mówi, że jego). Stare wysłużone wagony (pociąg przez Warszawę nie jedzie, więc nie musi być piękny) wyłącznie z miejscami numerowanymi; ludzie tłoczący się na korytarzu pewnie zamówili sobie miejscówki stojące. Tak naprawdę to wcale ich tam nie ma, bo przecież wiadomo nie od dziś, że ludzie pociągami nie jeżdżą.

A my jedziemy. Jeszcze, żeby tak skóra na plecach mniej piekła… Tak czy owak, szczęśliwej podróży!

 

-TAJPAN

Tagi:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *