Kontrast

A A A A

Rozmiar tekstu

A-   A+
Polityka

23 września, 2018

Kto chce „j*bać hanysów”?

W czwartek na granicy Siemianowic Śląskich i Czeladzi, przy DK94 stanęły witacze informacyjne dla przyjezdnych, z dwoma napisami: w języku polskim i śląskim. „Witamy serdecznie na Górnym Śląsku – Piyknie witomy na Górnym Ślonsku” oraz „Zapraszamy ponownie – Przidzćie zaś”. Nie minęły nawet dwa dni zanim zostały pokryte obelżywymi napisami.

 

Trudno to traktować jako spontaniczny akt wandalizmu, sprawca najpierw zamalował na obu tablicach słowa powitania szarą farbą a później umieścił na nich czarny, wyraźny komunikat „j*bać hanysów”. Co ciekawe, natychmiast po opublikowaniu informacji na profilu RAŚ, pod wpisem rozpoczęła się lawina komentarzy – internauci prześcigali się w dementowaniu informacji o akcie wandalizmu i wykazywaniu, że zdjęcie opublikowane przez RAŚ to fotomontaż.

Pojawiły się także propozycje, że z pewnością sami członkowie RAŚ zamalowali tablicę w celach prowokacyjnych.

Mechanizm negowania wszystkich przejawów ksenofobii w przestrzeni publicznej przez znaczną część polskiego społeczeństwa jest zastanawiający i zdaje się przebiegać etapami.

Najpierw ma miejsce wyparcie: „To jest oczywisty fejk. To się nie mogło zdarzyć naprawdę.”. Później w obliczu dowodów zaczyna się etap drugi czyli przekierowanie. Jeżeli ktoś to rzeczywiście zrobił, to nie mogli być nasi. Nasi nie robią takich rzeczy. To musieli być oni. Ale dlaczego oni mieliby nawoływać do wulgarnych aktów przemocy na samych sobie?

Tu jest etap trzeci i tu wydarza się prawdziwa myślowa magia. Etap zatytułujmy roboczo „TO SPISEK”.

Tak, to przecież oczywiste. Wszystko nareszcie układa się w logiczną całość! Zrobili to sami!
Separatyści, szatani, folksdojcze! Zrobili to ponieważ chcą szczuć i prowokować nas, pokojowych. W końcu wiadomo, że cały świat, w tym polityka to arena walki dobra ze złem a więc skoro my jesteśmy dobrzy (bo jesteśmy, są na to dowody historyczne o których uczyli nas w szkole) to oni muszą być źli. Nie zgadzają się z nami w każdej sprawie, krytykują nas. Dystansują się do nas. To jasne – są źli.

Plan wydarzeń był więc taki:

1. Ślązacy kupili tablicę, przedstawiającą ich jako sympatycznych i gościnnych.
2. Ślązacy zamalowali tablicę obelgami przeciwko samym sobie (dla zmylenia przeciwnika).
3. Ślązacy przyjechali wyczyścić tablicę żeby sami sobie zaimponować.

Wszyscy musimy zgodnie przyznać, że to najbardziej prawdopodobny scenariusz. Musiało tak być, bo gdyby nie to… O boże… Gdyby nie to…? Musielibyśmy uwierzyć… Haha! To bzdura. Że gdzieś tu… Wśród nas, dobrych Polaków są… Agresywni, chamscy, ksenofobiczni wandale?

Całe szczęście, że to tylko Ślązacy się wydurniają.

 

 

Na zakończenie przypomniała mi się historia sprzed paru miesięcy. Jeden z portali przeprowadził głośny wywiad z pewną czarnoskórą dziewczyną która wyjechała do Warszawy, gdzie spotkało ją w krótkim czasie kilka bardzo nieprzyjemnych sytuacji. Artykuł ten doprowadził do rozległej dyskusji o rasizmie w Polsce.

Przeczytałem wtedy trochę komentarzy, tematów na forach i dowiedziałem się, że cała sytuacja była mistyfikacją (syndrom przesadnego rozrostu etapów 1 i 3) Przedstawiono sensowne dowody na to, że dziewczyna nie istnieje (nie ma kont na żadnych portalach społecznościowych, jedyny ślad po niej w internecie to jakaś sesja zdjęciowa ale na zdjęciach widać że to nie jest ta sama dziewczyna bo przecież wygląda inaczej). Przytoczony w artykule fragment jej życiorysu również zupełnie nie trzymał się kupy. „Jeśli byłaby córką profesora akademickiego nie wierzę że trudno byłoby jej znaleźć pracę, stary by jej pomógł” – pisał jeden z internautów.

Trochę to trwało ale przekonali mnie.

Wykręciłem więc numer i zadzwoniłem do tej samej czarnoskórej dziewczyny, która przypadkiem od lat jest moją serdeczną koleżanką i z którą niejednokrotnie, idąc ulicą, miałem okazję usłyszeć słowa od których uszy więdły. Musiałem się w upewnić, że rzeczywiście istnieje. Dowody internetu przeciwko niej były bowiem miażdżące.

-SAMUEL BARON

 

fot.: materiały RAŚ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *