Kontrast

A A A A

Rozmiar tekstu

A-   A+
Polityka

05 czerwca, 2018

SKANDAL w czasie sesji sejmiku!

5 czerwca 2018 roku miała miejsce LIV sesja Sejmiku Województwa Śląskiego. Sesja o tyle wyjątkowa, że towarzyszyły jej obchody dwudziestolecia Ustawy o samorządzie wojewódzkim.

Inscenizacja przygotowana przez aktorów Teatru Śląskiego nadała wydarzeniu ton refleksji nad historią. Przemawiający później przedstawiciele warszawskich partii, którzy w przeszłości pełnili funkcje samorządowe również wpisali się w tę konwencję.

Co jednak nietypowe dla sesji sejmiku w całej atmosferze uroczystości zabrakło miejsca na podstawowe panele, takie jak wspólna dyskusja nad omawianymi kwestiami. Przewodniczący klubu radnych Śląskiej Partii Regionalnej Jerzy Gorzelik, pomimo chęci wystąpienia, nie został dopuszczony do głosu. Przemawiały tylko partie warszawskie.

Trudno nie odnieść wrażenia, że świętowanie ustawy o samorządzie województwa Śląskiego wyłącznie w perspektywie przedstawionej przez partie centralne i w sposób przez nie narzucony mija się z celem i godzi w sam sens tych obchodów.

Jerzy Gorzelik na swoim profilu na Facebooku nie krył zaskoczenia pisząc o „niecodziennej sytuacji”: „Radnych wezwano na sesję i nie przewidziano ich głosów w dyskusji.”

W zaistniałej sytuacji przedstawiciele klubu ŚPR w imieniu swojego przewodniczącego zamieścili na swojej stronie treść przemówienia, na które w czasie sesji nie znaleziono miejsca i czasu.

 

Niewygłoszone przemówienie Jerzego Gorzelika

Szanowny Panie Przewodniczący, Szanowny Panie Marszałku, Szanowny Panie Profesorze, Szanowni Państwo,

na początku naszego spotkania salę wypełnił duch prawdziwej samorządności – niestety, wskrzeszony wyłącznie w inscenizacji posiedzenia Sejmu Śląskiego. Ducha tego zabrakło elitom politycznym dwadzieścia lat temu, kiedy tworzono podstawy samorządności na szczeblu regionalnym.

W czym przejawia się mądrość społeczeństw? W kumulowaniu i przekazywaniu z pokolenia na pokolenie doświadczeń, w wyciąganiu wniosków z błędów, w dążeniu do nieustannego doskonalenia instytucji życia publicznego. Możemy stanąć na barkach naszych poprzedników, by spojrzeć dalej i widzieć więcej. Dwadzieścia lat temu mieliśmy prawo do nadziei, że ustawodawca wykorzysta doświadczenie międzywojennego województwa śląskiego, które stanowiło poligon polskiej samorządności. Śląska autonomia miała swoje blaski i cienie. Wśród tych ostatnich wymienić należy przede wszystkim pozycję wojewody, stojącego na czele władz wykonawczych, który nie pochodził z wyboru wspólnoty regionalnej, lecz z nadania władz centralnych. Umożliwiało to po roku 1926 przenoszenie na grunt województwa autorytarnych wzorców przyjętych przez sanacyjne władze w Warszawie. Mieliśmy prawo oczekiwać, że autonomiczne instytucje zostaną udoskonalone przez usunięcie tych mankamentów i że śląskie doświadczenie posłuży za wzór dla samorządu innych województw Rzeczypospolitej. Elity polityczne postanowiły jednak stanąć nie na barkach twórców statutu organicznego, ustawodawców z 1920 roku, lecz na skarlałych ramionach komunistycznej Krajowej Rady Narodowej, która dekretem z 6 maja 1945 roku statut ten zniosła.

Pan marszałek Jan Olbrycht rzeczowo zreferował założenia przyjęte przed dwudziestu laty. Odrzucono federalizm – nieodłączną część postrzeganych jako wzorcowe demokracji amerykańskiej, niemieckiej czy szwajcarskiej. Wykluczono możliwość asymetrycznego przydzielania regionom praw autonomicznych w miarę oczekiwań i możliwości poszczególnych wspólnot – jak w Hiszpanii, Wielkiej Brytanii i we Włoszech. Granice nowych województw poprowadzono lekceważąc powiązania kulturowe, zaprzepaszczając szansę jaką w modernizacji państwa było wykorzystanie tradycyjnych więzi i tożsamości. Wszystkie te założenia uznać trzeba z perspektywy czasu za błędne i wynikające z protekcjonalnego traktowania społeczeństwa.

Niespełnioną zapowiedzią okazała się również kontynuacja decentralizacji państwa. Od pewnego czasu samorządności zamiast przybywać, ubywało. Dziś stoimy nad rachitycznym ciałem samorządu wojewódzkiego, patrząc jak uchodzą zeń resztki lichego życia, które tchnęli w nie ustawodawcy przed dwudziestu laty. Udajemy, że bierzemy udział w urodzinach, choć przyszliśmy na stypę. Wśród uczestników zabrakło, co symptomatyczne, wojewody – przedstawiciela rządu, który jako osoba dobrze poinformowana, najwyraźniej zdaje sobie sprawę z charakteru uroczystości.

Każdy kryzys niesie ze sobą szansę na refleksję i zmianę. Czy wyciągniemy wnioski z odczuwalnych obecnie skutków koncentracji władzy w politycznym centrum? Czy dostrzeżemy wreszcie, że zabezpieczenie swobód obywatelskich wymaga nie tylko klasycznego trójpodziału władzy, ale również jej terytorialnego podziału? Oznacza to konieczność przeniesienia części uprawnień ustawodawczych do regionów i faktyczną decentralizację finansów.

Dwie największe porażki III Rzeczypospolitej to brak systemu oświaty, kształtującego umiejętność samodzielnego i krytycznego myślenia oraz brak dojrzałej samorządności, w którym samorząd nie jest chłopcem na posyłki władz centralnych. Najlepszą diagnozą stanu samorządu w Polsce jest wypowiedź pana posła Jana Olbrychta, który wspominał, że marszałkowi najtrudniej jest krytykować publicznie wojewodę z własnej partii. Ten brak możliwości sporu między reprezentantami samorządu i rządu wynika z wspólnego źródła ich władzy, jakim są oligarchie warszawskich partii, a nie wola z jednej strony wspólnoty regionalnej, z drugiej rządu centralnego.

Dziękuję za uwagę.

Jerzy Gorzelik
Przewodniczący Klubu Śląskiej Partii Regionalnej”

źródło: partiaslaska.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *